wyprawy, relacje, fotografie

Strona główna Droga do Indii Tajlandia i Laos Turcja i Syria Fotogaleria Kontakt Reklama

Tajlandia i Laos

Erewan waterfall
Stupa
Buddyjscy mnisi w Luang Prabang - Laos
laotańska chata na palach
zachód słońca
Leżący Budda Bangkok - Wat Arun
Z lotniska we Frankfurcie wylecieliśmy o 15.00 Boeingiem 767 lini Royal Brunei. Mój pierwszy start samolotem bardzo mi się podobał, chociaż na początku obawiałem się jakiegoś pawia. Cały lot czułem się dobrze a moment kiedy samolot odrywał się od płyty lotniska był wręcz rewelacyjny. Po kilku godzinach lotu mieliśmy międzylądowanie w Abu Dhabi (Zjednoczone Emiraty Arabskie). Cała operacja zajęła kilka godzin, bo samolot był tankowany. Lotnisko było bardzo kolorowe, głównie za sprawą podróżnych przybywających tu z różnych części świata. Podczas naszego pobytu przyleciały właśnie samoloty z Pakistanu i jakiegoś kraju Środkowej Afryki. Mimo, że byliśmy tam w środku nocy to temperatura była bardzo wysoka i już czuliśmy powiew wakacyjnej przygody.

Do Bangkoku dotarliśmy o 9.30 czasu miejscowego. Na lotnisku Don Muang musieliśmy wypełnić jeszcze kilka formularzy i mogliśmy ruszać w miasto. W egzotycznym kraju wszystko było inne, nawet samochody jeździły po lewej stronie. Z Lotniska pojechaliśmy klimatyzowanym (niebieskim) autobusem linii 10 do centrum. We wszystkich tajskich autobusach bilety sprzedają młodzi bileterzy (lub bileterki). W centrum udaliśmy się na Khao San Road, gdzie w licznych hotelikach mieszkali podróżnicy ze wszystkich kontynentów. My (Tomek, Olimpia i ja) zamieszkaliśmy w hoteliku "Walley" za 80 bathów za noc. Razem z czekającymi na nas od kilku dni w Bangkoku Darkiem i Dorotą włóczyliśmy się całe popołudnie po okolicy. Na Khao San Road i w jej okolicach można było spróbować kuchni z całego regionu i spotkać przedstawicieli nacji z całej południowo-wschodniej Azji.

obiadNa nasz pierwszy tajski obiad zaserwowaliśmy sobie "noodle soup". Był to bardzo dobry rosół z długim makaronem, pędami bambusa, mięsnymi kulkami i mielonymi orzeszkami ziemnymi. Noodle soup jedliśmy podczas tej wyprawy jeszcze wiele razy. Po obiedzie i wizycie w hinduskiej dzielnicy wróciliśmy tramwajem rzecznym do naszego hoteliku. Tam wziąłem zimny prysznic. Już dawno zimny prysznic nie dał mi tyle radości. Wieczorem na Khao San Road pojawili się sprzedawcy patthai, pysznych "pancake'ów", "banana shake'ów" i innych cudów. My skusiliśmy się na smażoną szarańczę i pędraki. O ile szarańcza nie miała jakiegoś charakterystycznego smaku to po pędrakach w ustach jeszcze przez kilka godzin czułem jakąś dziwna zawiesinę. Pędraków nie polecam. Można było jeszcze skosztować smażonych karaluchów, ale tego dnia byliśmy już najedzeni. Na koniec naszego pierwszego dnia w Tajlandii wypiliśmy po pysznym piwku. Przeważały tam dwa gatunki piwa: "SINGHA" i "BEER CHANG".

| 1 | następna >>

linia

Robert Kiesiak

meble biurowe | katalog kanałów rss | Adwokat Legionowo | defibrylatory | kartki wielkanocne | rolety materiałowe warszawa |odwodnienia liniowe | łóżko do masażu | wykręcanie świec |styropian | Kredyty, pożyczki, oddłużanie | Biuro Rachunkowe Bielany |wełna mineralna |Perfumeria internetowa | randka