wyprawy, relacje, fotografie

Strona główna Droga do Indii Tajlandia i Laos Turcja i Syria Fotogaleria Kontakt Reklama

Tajlandia i Laos

Erewan waterfall
Stupa
Buddyjscy mnisi w Luang Prabang - Laos
laotańska chata na palach
zachód słońca
Leżący Budda Bangkok - Wat Arun
Siedemnastego lipca z rana pojechaliśmy na dworzec Kua Lan Pong, aby kupić bilety na pociąg do Chiang Mai na północy kraju. Bilet 3 klasy kosztował 161 bathów. Nasz 24 wagonowy skład odjeżdżał o godzinie 13.00. Siedzenia w pociągu były raczej mało wygodne, ale czego się można było po 3 klasie spodziewać. O klimatyzacji też mogliśmy tylko marzyć. Wieczorem, gdy zrobiło się trochę ciemno po wagonie zaczęły grasować wielkie karaluchy, dokładnie takie jak dzień wcześniej mogliśmy skosztować na straganie. O godzinie 11.00 w wagonach zgasło światło. Większość pasażerów rozścieliła gazety na podłodze i ułożyła się pod siedzeniami do snu. Jako, że wagon przypominał nasze pociągi podmiejskie nie było z tym kłopotu.

pociągO 5.35 dotarliśmy do dworca w Chiang Mai. Z biura na dworcu zabrał nas jakiś gość do całkiem przyzwoitego hotelu Chiang Mai Guest Hause. Opłata za hotel tez była przyzwoita, bo wynosiła tylko 50 bathów za osobę. Samo miasto nie jest szczególną atrakcją turystyczną, jest to jednak główna baza wypadowa na trekkingi po okolicznych górach, w których żyją liczne górskie plemiona. Ceny trekkingów wahały się w granicach 900 - 1600 bathów. Po kilkugodzinnych poszukiwaniach znaleźliśmy całkiem przyzwoitą 3 dniową wycieczkę za 950 bathów. W międzyczasie obejrzeliśmy kilka świątyń w mieście. Wieczorem odwiedziliśmy targ i okoliczne dyskoteki.

Dziewiętnastego rano wymeldowaliśmy się z naszego hotelu. Jego załoga była bardzo niezadowolona, że to nie u nich wykupiliśmy trekking. Wszystkie hotele oferujące trekkingi kusiły niskimi cenami, odbijając to sobie na nieco wyższych cenach trekkingów. Kiedy po powrocie z trekingu chcieliśmy udać się tam na nocleg, nie zostaliśmy już przyjęci. Na śniadanie poszliśmy zjeść bardzo dobrą peklowaną wołowinę. Po śniadaniu wyjechaliśmy pick-up'em na trekking. Nasza pięcioosobowa grupa dostała własnego przewodnika i pick-up'a. Po drodze pojechaliśmy na zakupy na podmiejskie targowisko. Tam nasz przewodnik kupił jadła na dwa dni i butelkę Mekong Whisky.

trekking Pierwszym etapem naszego była kąpiel w pięknym wodospadzie, wśród bujnej tropikalnej roślinności. Po kilku godzinach pluskania zjedliśmy lunch i pojechaliśmy zobaczyć gorące źródła. Ten punkt programu był raczej kiepski i nie zrobił na nas wrażenia. Od gorących źródeł poszliśmy przez dżunglę do wioski Karenów. Na miejsce dotarliśmy po 2 godzinach marszu. Wioska położona była malowniczo wśród gór i otoczona była niezwykle zielonymi polami ryżowymi. Późnym popołudniem zjedliśmy obiad z tubylcami a następnie wzięliśmy się za rozpracowanie buteleczki whisky. Przy obiedzie posłuchaliśmy miejscowych legend o przemycie narkotyków. Dyskusja poparta została przygotowanymi przez tubylców skrętami. Jak się okazało większość z mieszkańców tych terenów siedziała lub siedzi za przemyt narkotyków z Birmy i Laosu.

linia

Robert Kiesiak

katalog kanałów rss | sprzęt medyczny | monitory medyczne | | rolety materiałowe warszawa |rehabilitacja warszawa |styropian | | księgowość warszawa | | aparaty ekg | | Symfonia | | Perfumeria internetowa