wyprawy, relacje, fotografie |
||||||||||||
| Strona główna | Droga do Indii | Tajlandia i Laos | Turcja i Syria | Fotogaleria | Kontakt | Reklama | ||||||
Tajlandia i Laos![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|
Mieszkający tu Karenowie byli katolikami. Darek dał dziadkowi z naszej chaty obrazek z papieżem, co było dla tubylca bardzo wzruszającym wydarzeniem - rozpłakał się i wypalił kolejnego skręta. Wieczorem poszliśmy pokręcić się po okolicznym lesie i pohuśtać się na lianach. Las był bardzo głośny. Mimo, że nie było w nim dużo owadów to jak już jakiś przelatywał, trzeba było się odchylać bo jakby trafił, to by z pewnością guza nabił. Noc nie przyniosła nam już żadnych wrażeń. Kiedy rano obudziłem się wyszedłem przed chatę. Do wioski wchodziła następna grupa turystów. Zatrzymali się i zaczęli mi robić zdjęcia. Ciekawe czy pokazali je po powrocie do domu i powiedzieli? A tak wygląda prawdziwy Karen?; a może powiedzą - do wiosek Karenów podchodzą człekokształtne małpy? - tego nie wiem. Po śniadaniu poszliśmy górskimi szczytami do kolejnej wioski Karenów. Tam wykąpaliśmy się w rzece i zjedliśmy na obiad tradycyjną chińską zupkę z torebki. Po obiedzie z tej malowniczej wioski wyjechaliśmy na słoniach do wioski plemienia Lichu. Przejażdżka trwała prawie 2 godziny i była super. Największą atrakcją w wiosce Lichu były kobiety, które pół nagie robiły pranie w rzece. Trochę krępowaliśmy się robić im zdjęcia, ale chyba niepotrzebnie. Wieczorem przyszła potężna ulewa i kobiety Lichu pochowały się w chatach. Kolację podały nam już całkiem ubrane - w strojach ludowych.Kolejnego ranka czekała na nas chyba największa atrakcja tekkingu: "bamboo rafting", czyli spływ rzeką na bambusowej tratwie. Na czas spływu naszego przewodnika zastąpił kapitan tratwy. Jak się dowiedzieliśmy niedawno wyszedł z pudła, gdzie siedział za przemyt. Przed rozpoczęciem spływu wsadziliśmy nasze bagaże do plastikowych worków na wypadek zalania tratwy lub jej wywrotki. Do trzymania się na tratwie i do jej sterowania dostaliśmy bambusowe kije. W czasie spływu lawirowaliśmy między wystającymi z rzeki głazami. Pod wodzą kapitana udało nam się przepłynąć kilka godzin bez wywrotki, chociaż wiele razy obcieraliśmy tratwę o kamienie. Na łagodnych odcinkach rzeki mogliśmy poleżeć na tratwie lub popluskać się w rzece. Po spływie pojechaliśmy jeszcze obejrzeć plantację orchidei. Po powrocie do Chiang Mai znaleźliśmy nowy hotel. Wieczorem poszliśmy napić się coli i skosztować rambutanów. |
|||||||||||
Robert Kiesiak |
||||||||||||
| Turcja | katalog kanałów rss | sprzęt medyczny | monitory medyczne | Stomatologia Wrocław | rolety materiałowe warszawa |rehabilitacja warszawa |styropian | Aparat cyfrowy | księgowość warszawa | Praca | aparaty ekg | Gry dowload | Symfonia | Serwery InnY-WymiaR Cs 1.6 | Perfumeria internetowa | ||||||||||||