wyprawy, relacje, fotografie |
||||||||||||
| Strona główna | Droga do Indii | Tajlandia i Laos | Turcja i Syria | Fotogaleria | Kontakt | Reklama | ||||||
Tajlandia i Laos![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|
Dwudziestego czwartego lipca upuściliśmy Chiang Rai i udaliśmy się autobusem do granicznego miasteczka Chiang Khong (3h). Jeszcze po stronie tajskiej zjedliśmy obiad i po krótkiej odprawie wsieliśmy na łódź, którą przepłynęliśmy Mekong. Po drugiej stronie rzeki był już Laos. Po przejściu kontroli celnej i granicznej wymieniliśmy walutę. Za jednego dolara wyszło 9300 kipów (1 bath = 255 kipów). Po odprawie znaleźliśmy hotelik i poszliśmy pokręcić się po miasteczku. Ludzie byli raczej dobrze do nas nastawieni, jedni chcieli nas nawet zaprosić na jakąś pijacką imprezę, ale nie skorzystaliśmy. Dowiedzieliśmy się też, że aby wyjechać z Ban Houayxay trzeba być na dworcu autobusowym bardzo wcześnie rano. Następnego dnia o 6 rano zapłaciliśmy po 50 bathów za hotel i poszliśmy w kierunku bazaru, obok którego znajdował się przystanek. Na targowisku można było kupić wszelkie paskudztwa: brudne świnie, mięso, żaby, karaluchy, szczury, pędraki i inne robaki, a wszystko to do jedzenia.Bilety na pick-up'a do Luang Nam Tha kupiliśmy u ubranego w chiński mundurek urzędasa. Przy małym metalowym stoliku wypisał nam skrupulatnie bilety, za które zapłaciliśmy po 50 tys. kipów. Po wypisaniu wskazał nam samochód, do którego szybko wskoczyliśmy. Udało mi się załapać na siedzenie w kabinie. Reszta z nas siedziała w budzie. Zarówno w kabinie jak i z tyłu ścisk był straszny. W porywach naszym samochodem jechało nawet 18 osób nie licząc załogi i inwentarza żywego. Z powodu ulewnych deszczów jakie od kilku tygodni padały w regionie droga była bardzo błotnista i od początku nie było pewności czy w ogóle uda nam się dojechać. Nasz kierowa dzielnie brnął przez kałuże błota zostawiając inne nieliczne na tej drodze pojazdy za sobą. Często też konsultował stan drogi z kierowcami nadjeżdżającymi z przeciwka. Jego dynamiczna jazda wywołała chorobę lokomocyjną u naszej towarzyszki Doroty. Po paru jej pawiach zamieniłem się z nią i przeszedłem na pakę, gdzie było na pewno mniej wygodnie, ale za to dużo weselej. W połowie drogi dojechaliśmy do miejsca, gdzie ugrzęzło w błocie kilka samochodów. Po blisko godzinie walki udało się wypchnąć auta z błota. Kierowcy okupili to jednak kąpielą w błocie. Niedaleko tego miejsca w rowie leżała ciężarówka z węglem. Po kilku następnych kilometrach dotarliśmy do wioski Viangphoukha, gdzie zjedliśmy obiad i zmieniliśmy pick-up'a na bardziej terenowego (o wyższym zawieszeniu). Droga przez północny Laos była bardzo malownicza. Zewsząd otaczały nas zielone góry. Mimo dużego zachmurzenia i przelotnych, ale obfitych opadów deszczu okolica była niezwykle malownicza. Cały przejazd zajął nam 9 godzin, w czasie których przejechaliśmy zaledwie 130 kilometrów. |
|||||||||||
Robert Kiesiak |
||||||||||||
| Turcja | Torrent | katalog kanałów rss | Adwokat Legionowo | defibrylatory | oklejanie samochodów wrocław | rolety materiałowe warszawa |odwodnienia liniowe | Pozycjonowanie | rehabilitacja warszawa |styropian | katalog mp3 | Biuro Rachunkowe Bielany |wełna mineralna |Perfumeria internetowa |internetowe biura prasowe | Kredyty na dowód | ||||||||||||