wyprawy, relacje, fotografie

Strona główna Droga do Indii Tajlandia i Laos Turcja i Syria Fotogaleria Kontakt Reklama

Droga do Indii

taj mahal
pustynia irańska
Chomeini i Chatami
Kamasutra
Teheran
Pakistan Błękitny Meczet w Stambule
Wyprawę do Indii rozpoczęliśmy 10 lipca 1998 roku. Granicę Polski przekroczyliśmy na przejściu w Czerniawie Zdroju. Po drugiej stronie granicy u podnóża Gór Izerskich położone jest Nowe Mesto.

Droga do Indii - mapa

Z Nowego Mesta wyjechaliśmy pociągiem, a raczej autobusem szynowym około południa. Cały dwuwagonowy pojazd miał duże twarde siedzenia. W ten sposób dojechaliśmy do Frydlandu. Dalej kilkoma normalnymi już pociągami przez Liberec, Jablonec n N, Turnow, dotarliśmy około 17 do Hradec Kralowe. Stąd dalej jechaliśmy ze dwie godziny przez słynne Pardubice, znowu autobusem szynowym, do Havlickowego Brodu. Później ponownie zwykłym pociągiem do Braclav. Tam kilka godzin na dworcu i pociągiem do Bratysławy. Cały przejazd przez Czechy kosztował jakieś 7 USD. Po paru godzinach pojechaliśmy do Komarna pociągiem międzynarodowym. Tam wysiadka i spacer do granicy (jakiś kilometr, może więcej). Granica jest na moście nad Dunajem. Zaraz za mostem po stronie węgierskiej jest stacja kolejowa. Za bilet przez całe Węgry jakieś 11 USD. Z Komarom pojechaliśmy do Budapesztu i tu zabili nas cenami za pociąg do Bukaresztu (coś koło 80 DEM). Korzystając z kilku wolnych godzin wzięliśmy kąpiel w publicznej łaźni mieszczącej się w holu dworca tuż obok kibli. Znajdują się tam po dwa boksy dla kobiet i mężczyzn. Te dla kobiet są ponoć fajne i duże. Ten, z którego ja korzystałem był mały i brudny.

O godzinie 16.00 wsiedliśmy do pociągu do Bukaresztu z biletem tylko do granicy. Na początku robiliśmy podchody; zapytałem młodego konduktora gdzie najlepiej wysiąść żeby przekroczyć na piechotę rumuńską granicę. Ten objaśnił jakąś możliwość, ale nie był jej pewien. Po godzinie przyszedł z drugim starszym konduktorem i razem próbowali pokazać nam jakąś możliwość ale, jak mówili, niepewną. Było już późno i nie wiadomo czy byłoby można złapać autobus, bo miejscowość, w której pociąg przekraczał granice miała tylko przejście kolejowe. Opłata za przejazd granicy była cholernie wysoka więc zaproponowałem młodemu, że damy mu na lewo 1/4 ceny. Ten gapił się na nas jakby dostał belką i chyba nie rozumiał. Starszy konduktor to gość, który znał się na rzeczy: szybko podjął decyzje za młodziaka - OK.

Granicę przejechaliśmy bez problemów. Na pierwszej stacji wysiedliśmy. Na peronie stała straż graniczna. Wśród nich wyróżniał się dowódca. Z daleka widać było, że to właśnie on tu jest szefem. Wskazywała na to jego cwaniacko uśmiechnięta, dumna gęba i sylwetka odziana w mundur rodem z sowieckiego filmu. Pogoniliśmy do kasy by kupić bilety. O dziwo, na tej zadupiastej stacji pani w kasie znała angielski, niemiecki, francuski i rosyjski. Oznajmiła nam, że bilety może nam sprzedać tylko za lewy (rumuńska waluta). Oczywiście jedyny kantor prowadził opisany powyżej szef straży granicznej. Z wielkim uśmiechem wybił na kalkulatorze kurs po czym wymieniliśmy kasę. Bilet kosztował nas ok 25 DEM na osobę. Na czas wymiany pieniędzy i kupna biletów zatrzymano dla nas pociąg - co za dbałość o klienta!!!

| 1 | następna >>

linia

Robert Kiesiak

Biuro Rachunkowe Kielce | katalog kanałów rss | Adwokat Legionowo | defibrylatory | Torrent | rolety materiałowe warszawa |odwodnienia liniowe | nasze dzieci | wykręcanie świec |styropian | Pozycjonowanie | Biuro Rachunkowe Bielany |wełna mineralna |Perfumeria internetowa | Kredyty na dowód
Informacje